Rin
~~*~~
Dziewczyna ciężko usiadła obok mnie. Widać było, że nie podoba jej się to, że obok niej siedzę, ale miałem to gdzieś. Przynajmniej już nie była naćpana.
Profesor znowu zaczął swój nudny monolog, a ja nie mogąc już się patrzeć w okno, oparłem policzek na dłoni i bazgrałem po kartce wyrwanej z zeszytu. Nauczyciel nie zwracał na mnie uwagi. Jego szczęście. Jednak co chwilę czułem na sobie wzrok mojej "sąsiadki". Nie mogłem wyczuć jej aury, co trochę mnie irytowało, więc nie wiedziałem, co myśli. Jednak uparcie ją ignorowałem, aż w końcu rzuciłem jej puste spojrzenie. Zamarła zaskoczona. Po chwili bezruchu odwróciłem wzrok, a ona otrząsnęła się i zaczęła pospiesznie wertować książkę. Ja wróciłem do "rysowania" niezbyt zainteresowany lekcją.
Kiedy zadzwonił dzwonek, zgarnąłem z ławki książki i nie patrząc na nikogo, wyszedłem z klasy. Następna była historia, trzy klasy dalej. Pod salą stał już Han. Uśmiechnął się szeroko.
- Hej, jak tam pierwsza lekcja? - spytał wesoło. Nie popatrzyłem na niego, tylko oparłem się o ścianę obok. - Czyli nijak. - odpowiedział sam sobie. Znał mnie już dość, by wiedzieć jak interpretować moje zachowanie. Czasem było to irytujące, ale częściej po prostu ułatwiało mi przebywanie z nim. Kiwnąłem głową rzucając mu szybkie spojrzenie, co było swoistym pytaniem: "A u ciebie?"
Brunet wzruszył ramionami.
- E tam, hiszpański. Na razie nic ciekawego.
Han coś jeszcze nawijał, a ja znów poczułem na sobie wzrok tamtej blondynki. Spojrzałem w tamtym kierunku i zauważyłem ją. Stała kilka metrów dalej, przyglądając mi się z ukosa. Zmrużyłem lekko oczy i odepchnąłem się od ściany. Wszedłem do klasy przerywając monolog Han'a. W tej samej chwili zadzwonił dzwonek.
~*~
Po lekcjach poszedłem do pokoju i rzuciłem książki na łóżko. Chwyciłem koszulkę z logo pobliskiego klubu i mp3. założyłem słuchawki i wyszedłem. Pracowałem dorywczo w klubie Carneval. Praca średnia, ale dobrze płacą. Czasem występowałem na scenie, ale częściej jako ochroniarz stojący przy bramce. Zwykle nikt nie zwracał na mnie uwagi, ale nie ma kolesia, którego nie potrafiłbym w razie czego położyć na łopatki.
Wszedłem wejściem dla pracowników i przebrałem się w czarny T-shirt. Na to ubrałem czarną bluzę z kapturem z napisem "Ochrona" na plecach i wyszedłem, by dołączyć do Stevena, trzydziestoletniego blondyna, który pełnił funkcję drugiego ochroniarza już pilnującego wejścia. Dzisiaj wieczorem szykowała się dyskoteka, więc szykowało się pięć godzin sterczenia tu. Skinąłem na blondyna i oparłem się o futrynę dwuskrzydłowych drzwi. Założyłem słuchawki i bez większego zainteresowania patrzyłem na klientów.
Około godziny dziewiętnastej zaczęli się schodzić ludzie. Stroje były różne. Od dziwacznych, przez bardzo skąpe do wręcz odrzucających. Kilka dziewczyn zerkało na mnie i Stevena zalotnie, ale nawet na nie nie spojrzałem. Odliczałem tylko czas do końca mojej zmiany. Godzinę później pojawili się pierwsi uczniowie z liceum Kennedy'ego. Wśród kolorowych przebrań w kolejce do wejścia zobaczyłem znajomego mi ciemnoblond koka...
Ze znudzeniem wpatrywałam się w ludzi stojących przede mną. Kolejka wlokła się niemiłosiernie, czułam wokół siebie gąszcz ciał, lepiących się od potu, mimo że nawet nie zdążyli wejść na salę. Wzdrygnęłam się z obrzydzeniem i spojrzałam niepewnie na Katherine, która wykrzywiła usta w grymasie, który miał robić za uśmiech.
- Może stąd chodźmy... - zagaiłam niemrawo, ale koleżanka zaraz zgasiła mnie wzrokiem.
- Oj przestań, nie po to tyle się szykowałam. Zresztą już tu jesteśmy, zobacz, zaraz wchodzimy. - mruknęła i uśmiechnęła się ponownie, tym razem bardziej przekonywająco.
Westchnęłam niezadowolona. Nie wiem jakim cudem Kat udało się namówić mnie na przyjście tutaj. Jasno stwierdziłam, że mam już dość imprez, przynajmniej jak na razie. A jednak.. siła perswazji robi swoje. Jeszcze raz spojrzałam na twarze ludzi wokół. Niektórzy patrzyli na mnie i uśmiechali się głupkowato, pewnie kojarzyli mnie z pierwszej imprezy.
- Ej mała, dzisiaj też coś bierzesz? - usłyszałam nagle szept koło swojego ucha.
Wzdrygnęłam się po raz kolejny, rozpoznając głos dilera, który przedwczoraj załatwił mi towar. Miałam nadzieję, że już nigdy więcej nie zobaczę tego typa. Nie odwracając się wyszeptałam łamiącym się głosem:
- Nie dzisiaj stary.
Usłyszałam cichy śmiech.
- Szkoda... Przedwczoraj ostro się bawiłaś. Jak zmienisz zdanie, to wiesz gdzie mnie szukać.
I już go nie było. Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło mi się gorąco, a moje serce zaczęło bić szybciej.
- Palant. - mruknęła Kat, pewnie myśląc, że to byle frajer próbujący ze mną szczęścia. Koło niej kręciło się ich mnóstwo - Zobacz, już wchodzimy - stwierdziła.
Podniosłam wzrok, a moim oczom ukazał się on. Wzięłam głębszy oddech, a moja twarz oblała się rumieńcem. Cholera. Był ochroniarzem i jak na razie nie zauważył mnie jeszcze, albo zauważył i miał to głęboko gdzieś. Biorąc pod uwagę epicko długą historię naszej znajomości prędzej obstawiałabym to drugie.
- Kat... chodźmy stąd! - syknęłam cicho mając ogromną nadzieję, że nikt mnie nie usłyszy.
- Nic z tego. Dzisiaj muszę upolować jakiegoś fajnego faceta. Ten będzie mój. - wyszeptała dziewczyna pewnym tonem łowcy i nic sobie nie robiąc z moich próśb podeszła do ochroniarza, który zaszczycił ją znudzonym spojrzeniem.
- No hej siłaczu.. - zaczęła kokieteryjnie się do niego uśmiechając.
On tylko podniósł wzrok i wystawił rękę po bilet wstępu.
Stojąc zaraz za Katherine czułam, że moja twarz robi się coraz bardziej czerwona. Podziękowałam sobie w duchu za moje niedbalstwo i lenistwo, gdyż zamiast się jakoś przebrać i wystroić miałam na sobie zwykłe krótkie spodenki i granatową rozpinaną bluzę. Teraz szybko zarzuciłam kaptur na głowę całkowicie kryjąc się w jego cieniu i modląc się, żeby chłopak nie zobaczył mojej twarzy.
- Nie bądź taki sztywny. - wyszeptała dziewczyna śmiejąc się.
Coraz mniej zaczynało mi się to podobać, więc mocno szturchnęłam ją w łokieć i zaraz tego pożałowałam, bo dziewczyna odwróciła się do mnie i przyciągnęła do siebie.
- A to jest Josephine, moja przyjaciółka. Przywitaj się Josie. Jestem pewna, że będziesz chciał gdzieś z nami wyskoczyć po pracy.
Pewnie byłam teraz zupełnie czerwona. Czułam się upokorzona jeszcze większe niż poprzednim razem. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, patrzyłam tylko uparcie w najdalszy róg szyldu marząc o tym, żeby ta chwila w końcu się skończyła.
- Kolejka czeka. - mruknął tylko chłopak.
Kat rzuciła mu złowrogie spojrzenie, z którego zresztą on nic sobie nie zrobił.
- Twój wybór, ale wierz mi, że będziesz tego żałować. - syknęła groźbę niczym z drętwego horroru, po czym ostentacyjnie złapała mnie za łokieć i pociągnęła za sobą do sali.
- Co za dupek, pewnie jakiś pedał. Woli chłopców, którzy dają mu w du... - zaczęła litanię wyzwisk, ale ja przestałam słuchać.
Zastanawiałam się jak się stąd urwać, chciałam tylko ciepłego łóżka, kubka herbaty,dobrej książki i muzyki. Byle zapomnieć o nowej szkole, o tym, jaką opinię zaczęłam tu sobie wyrabiać chodząc na imprezy i szlajając się z gwiazdą szkolną.
- Musiałaś to zrobić?! - krzyknęłam nagle.
I w tym momencie muzyka ucichła, a cała sala spojrzała na mnie zaciekawiona. Przesadzam, bo w rzeczywistości była to garstka osób stojąca najbliżej nas, ale i tak czułam się jak w jakimś chorym kinie.
- O co ci chodzi? - powiedziała z wyrzutem, jednocześnie uśmiechając się do barmana.
- Dobrze wiesz o co! - wrzasnęłam.
- Nie wiem. Weź wyluzuj.. myślałam, że tego chciałaś, przecież na imprezie ci się podobało! Przecież wiesz, co ludzie o tobie gadają! Nie po to wybrałam ciebie na współlokatorkę, żebyś teraz robiła jakieś fochy!
Niepewnie zamrugałam, powstrzymując się od płaczu. Czyli że to było zaplanowane? Rzuciłam dziewczynie wściekłe spojrzenie nie dbając o tłumek gapiów, który zebrał się wokół.
- Widocznie jesteś w błędzie! Nie wszystko musi być zawsze tak jak ty chcesz, przed chwilą miałaś doskonały na to przykład! Myślałaś że się zaprzyjaźnimy i będziemy robić za dwie przyjaciółki? Coś ci się pomyliło kochana!
Mój policzek zapłonął żywym ogniem.
- Nigdy więcej tak do mnie nie mów - syknęła Katherine.
Zupełnie nie dbałam o to, co się dzieje wokół i najmocniej jak potrafiłam oddałam cios.
- Będę robić to co chcę. - powiedziałam chyba najbardziej oklepany tekst w życiu.
Wokół poleciały gwizdy, ktoś krzyknął "laski się biją", ale nie skupiałam się tym pochłonięta wirem walki. Czułam że płonę,zupełnie tak jak mój polik przed chwilą, chciałam wyrzucić z siebie całą to złość, którą zgromadziłam w sobie do tej pory. Byłam bólem i furią...
I nagle poczułam czyje dłonie mocno ściskające moje ręce i odciągające mnie od dziewczyny.
Tłum zaczął wrzeszczeć: "ochrona buu, ochrona won", a ja zachwiałam się i prawie zasłabłam. Boże, żeby to był ten drugi, proszę. Spraw, żeby to nie był on...
Jose
~~*~~
Ze znudzeniem wpatrywałam się w ludzi stojących przede mną. Kolejka wlokła się niemiłosiernie, czułam wokół siebie gąszcz ciał, lepiących się od potu, mimo że nawet nie zdążyli wejść na salę. Wzdrygnęłam się z obrzydzeniem i spojrzałam niepewnie na Katherine, która wykrzywiła usta w grymasie, który miał robić za uśmiech.
- Może stąd chodźmy... - zagaiłam niemrawo, ale koleżanka zaraz zgasiła mnie wzrokiem.
- Oj przestań, nie po to tyle się szykowałam. Zresztą już tu jesteśmy, zobacz, zaraz wchodzimy. - mruknęła i uśmiechnęła się ponownie, tym razem bardziej przekonywająco.
Westchnęłam niezadowolona. Nie wiem jakim cudem Kat udało się namówić mnie na przyjście tutaj. Jasno stwierdziłam, że mam już dość imprez, przynajmniej jak na razie. A jednak.. siła perswazji robi swoje. Jeszcze raz spojrzałam na twarze ludzi wokół. Niektórzy patrzyli na mnie i uśmiechali się głupkowato, pewnie kojarzyli mnie z pierwszej imprezy.
- Ej mała, dzisiaj też coś bierzesz? - usłyszałam nagle szept koło swojego ucha.
Wzdrygnęłam się po raz kolejny, rozpoznając głos dilera, który przedwczoraj załatwił mi towar. Miałam nadzieję, że już nigdy więcej nie zobaczę tego typa. Nie odwracając się wyszeptałam łamiącym się głosem:
- Nie dzisiaj stary.
Usłyszałam cichy śmiech.
- Szkoda... Przedwczoraj ostro się bawiłaś. Jak zmienisz zdanie, to wiesz gdzie mnie szukać.
I już go nie było. Nawet nie zauważyłam, kiedy zrobiło mi się gorąco, a moje serce zaczęło bić szybciej.
- Palant. - mruknęła Kat, pewnie myśląc, że to byle frajer próbujący ze mną szczęścia. Koło niej kręciło się ich mnóstwo - Zobacz, już wchodzimy - stwierdziła.
Podniosłam wzrok, a moim oczom ukazał się on. Wzięłam głębszy oddech, a moja twarz oblała się rumieńcem. Cholera. Był ochroniarzem i jak na razie nie zauważył mnie jeszcze, albo zauważył i miał to głęboko gdzieś. Biorąc pod uwagę epicko długą historię naszej znajomości prędzej obstawiałabym to drugie.
- Kat... chodźmy stąd! - syknęłam cicho mając ogromną nadzieję, że nikt mnie nie usłyszy.
- Nic z tego. Dzisiaj muszę upolować jakiegoś fajnego faceta. Ten będzie mój. - wyszeptała dziewczyna pewnym tonem łowcy i nic sobie nie robiąc z moich próśb podeszła do ochroniarza, który zaszczycił ją znudzonym spojrzeniem.
- No hej siłaczu.. - zaczęła kokieteryjnie się do niego uśmiechając.
On tylko podniósł wzrok i wystawił rękę po bilet wstępu.
Stojąc zaraz za Katherine czułam, że moja twarz robi się coraz bardziej czerwona. Podziękowałam sobie w duchu za moje niedbalstwo i lenistwo, gdyż zamiast się jakoś przebrać i wystroić miałam na sobie zwykłe krótkie spodenki i granatową rozpinaną bluzę. Teraz szybko zarzuciłam kaptur na głowę całkowicie kryjąc się w jego cieniu i modląc się, żeby chłopak nie zobaczył mojej twarzy.
- Nie bądź taki sztywny. - wyszeptała dziewczyna śmiejąc się.
Coraz mniej zaczynało mi się to podobać, więc mocno szturchnęłam ją w łokieć i zaraz tego pożałowałam, bo dziewczyna odwróciła się do mnie i przyciągnęła do siebie.
- A to jest Josephine, moja przyjaciółka. Przywitaj się Josie. Jestem pewna, że będziesz chciał gdzieś z nami wyskoczyć po pracy.
Pewnie byłam teraz zupełnie czerwona. Czułam się upokorzona jeszcze większe niż poprzednim razem. Nie byłam w stanie nic powiedzieć, patrzyłam tylko uparcie w najdalszy róg szyldu marząc o tym, żeby ta chwila w końcu się skończyła.
- Kolejka czeka. - mruknął tylko chłopak.
Kat rzuciła mu złowrogie spojrzenie, z którego zresztą on nic sobie nie zrobił.
- Twój wybór, ale wierz mi, że będziesz tego żałować. - syknęła groźbę niczym z drętwego horroru, po czym ostentacyjnie złapała mnie za łokieć i pociągnęła za sobą do sali.
- Co za dupek, pewnie jakiś pedał. Woli chłopców, którzy dają mu w du... - zaczęła litanię wyzwisk, ale ja przestałam słuchać.
Zastanawiałam się jak się stąd urwać, chciałam tylko ciepłego łóżka, kubka herbaty,dobrej książki i muzyki. Byle zapomnieć o nowej szkole, o tym, jaką opinię zaczęłam tu sobie wyrabiać chodząc na imprezy i szlajając się z gwiazdą szkolną.
- Musiałaś to zrobić?! - krzyknęłam nagle.
I w tym momencie muzyka ucichła, a cała sala spojrzała na mnie zaciekawiona. Przesadzam, bo w rzeczywistości była to garstka osób stojąca najbliżej nas, ale i tak czułam się jak w jakimś chorym kinie.
- O co ci chodzi? - powiedziała z wyrzutem, jednocześnie uśmiechając się do barmana.
- Dobrze wiesz o co! - wrzasnęłam.
- Nie wiem. Weź wyluzuj.. myślałam, że tego chciałaś, przecież na imprezie ci się podobało! Przecież wiesz, co ludzie o tobie gadają! Nie po to wybrałam ciebie na współlokatorkę, żebyś teraz robiła jakieś fochy!
Niepewnie zamrugałam, powstrzymując się od płaczu. Czyli że to było zaplanowane? Rzuciłam dziewczynie wściekłe spojrzenie nie dbając o tłumek gapiów, który zebrał się wokół.
- Widocznie jesteś w błędzie! Nie wszystko musi być zawsze tak jak ty chcesz, przed chwilą miałaś doskonały na to przykład! Myślałaś że się zaprzyjaźnimy i będziemy robić za dwie przyjaciółki? Coś ci się pomyliło kochana!
Mój policzek zapłonął żywym ogniem.
- Nigdy więcej tak do mnie nie mów - syknęła Katherine.
Zupełnie nie dbałam o to, co się dzieje wokół i najmocniej jak potrafiłam oddałam cios.
- Będę robić to co chcę. - powiedziałam chyba najbardziej oklepany tekst w życiu.
Wokół poleciały gwizdy, ktoś krzyknął "laski się biją", ale nie skupiałam się tym pochłonięta wirem walki. Czułam że płonę,zupełnie tak jak mój polik przed chwilą, chciałam wyrzucić z siebie całą to złość, którą zgromadziłam w sobie do tej pory. Byłam bólem i furią...
I nagle poczułam czyje dłonie mocno ściskające moje ręce i odciągające mnie od dziewczyny.
Tłum zaczął wrzeszczeć: "ochrona buu, ochrona won", a ja zachwiałam się i prawie zasłabłam. Boże, żeby to był ten drugi, proszę. Spraw, żeby to nie był on...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz