Rin
~~*~~
Kierownik usiadł i wskazał miejsca przed sobą, rzucając nam złowieszcze spojrzenie. Już kilka razy byłem u niego na dywaniku, więc nie robiło to na mnie większego wrażenia. Po porannym incydencie nie miałem już cierpliwości, by się z nim użerać.
Jego ciężkie spojrzenie spoczęło najpierw na dziewczynie, potem na mnie. Przyjąłem je spokojnie.
- Czy ktoś mi łaskawie powie, co to miało znaczyć? - spytał hardo. Dziewczyna kręciła się zdenerwowana na krześle.
- To, co pan widział. - odparłem cicho. Kierownik zamrugał zaskoczony. Czy moją bezczelnością, czy tym, że się w ogóle odezwałem, nie wiem.
- C-co proszę? - stęknął. Westchnąłem.
- Zostawiłem dziewczynę po bójce w pokoju, a ta najwyraźniej zasnęła. - mruknąłem znudzony.
- I co w związku z tym? - Wzruszyłem ramionami siadając wygodniej i wkładając ręce do kieszeni. Dziewczyna spojrzała na mnie z lekkim niedowierzaniem.
- I co? Nic cię to nie obchodzi?
- Nie. Nic się nie stało, a czasu się nie cofnie. - Zatkało oboje. Szczerze, irytowało mnie to.
- To niewybaczalne, młody człowieku... - zaczął, ale nie dałem mu dokończyć.
- Oboje wiemy, że to nic, a pan potrzebuje mnie bardziej niż ja pana. Nikt nie będzie w stanie znieść tej fuchy tak długo jak ja, więc nie widzę sensu siedzenia tu - powiedziałem cicho i wstałem kierując się do wyjścia. Jego serce było w chaosie. Trafiłem w jego słaby punt i oboje to wiedzieliśmy. Ze strony dziewczyny nic. Choć wiedziałem, że jest wstrząśnięta i zmęczona, nic nie mogłem wyczuć.
Już myślałem, że kierownik da mi spokój i puści, ale wtedy zawołał:
- Poczekaj! - stanąłem, ale się nie odwróciłem. - Żeby był mi to ostatni raz.
Wyszedłem.
Rin: 1 Kierownik: 0.
Moja zmiana właśnie się skończyła, więc teraz siedziałem w parku na ławce. Wtedy Han nagle stanął przede mną z założonymi rękami. Zerknąłem tylko na niego, a potem wróciłem do wpatrywania się w liście drzewa, które tworzyły wokół mnie przyjemny cień.
- Ekhem. - odchrząknął chłopak zirytowany. Kiedy nie zareagowałem, usiadł z westchnieniem obok mnie. - Ech... ciekawych rzeczy się o tobie ostatnio dowiaduję. - mruknął. Zmarszczyłem lekko czoło: "Na przykład?"
- No nie wiem... że wdałeś się w kolejną bójkę, jeszcze jedną na dyskotece, że zostawiłeś dziewczynę w kantorze w klubie i praktycznie wyciągałeś ją przez okno, potem byłeś na dywaniku u kierownika... Co się z tobą dzieje, człowieku?
Wywróciłem oczami i westchnąłem: "Histeryzujesz"
- Ja? - jak zwykle odczytał bezbłędnie moją myśl - No chyba nie. Po prostu przejmuję się swoim kumplem, to chyba normalne?
- Hmm. - mruknąłem. Han aż podskoczył. Rzadko się odzywam, a zwłaszcza przy nim. I tak zawsze wie, co mam na myśli.
Wtedy zauważyłem Josephine jak wychodzi z klubu, szybko kierując się w stronę szkoły. Śledziłem ją przez chwilę wzrokiem, a Han przysunął się, by zobaczyć, na kogo patrzę.
- Uhuuu, a to ktoo? - spytał umyślnie przedłużając samogłoski. Wiedziałem, co myślał. Rzuciłem mu puste spojrzenie. Ten podniósł ręce w obronnym geście. - Spokojnie, Rin. Weź, tylko żartuję. Powinieneś czasem się uśmiechnąć, czy coś. - mruknął pod nosem obrażony. Wywróciłem oczami, na co on się uśmiechnął.
- Wracamy? - spytał? W odpowiedzi wstałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz